Dzisiaj mam dla Was bardzo letnie zdobienie. Sama chętnie z takim wyszłabym na plażę :D powiem szczerze, że szalenie mi się ono podoba mimo, że jest dość proste. Paseczki zrobiłam za pomocą cieniutkiej tasiemki na białej basie. Do zdobienia użyłam, moim zdaniem błękitu z mySecret nr 148 MINT oraz brzoskwinki z blogerskiej kolekcji od WIBO Peach and cream. od the Oleski :) Dzieło zwięczyły słodkie gwiazdki pochodzące z karuzeli z BornPrettyStore. Uważam, że ta karuzela jest wpaniała, bo jest bardzo zróżnicowana i każdy znajdzie coś dla siebie. Są serca, łezki, gwiazdki, trójkąty, kwadraciki i kropeczki. Taką karuzelkę znajdziecie w dziale Nail Art a dokładniej tutaj. Kosztuje 3,42$ i na pewno starczy Wam na długo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięta. Pokaż wszystkie posty
sobota, 19 lipca 2014
poniedziałek, 17 marca 2014
Nierutynowo odc. II
Dzisiaj mam dla Was drugi odcinek nierutynowych zdobień. Przyszła kolej na żel o zapachu czekolady i mięty. Pachnie dokładnie tak samo jak te czekoladki z miętowym nadzieniem :D I właśnie te czekoladki w pewnym sensie mnie zainspirowały ;) Na paznokciach mamy (idąc od małego palca): Czerwone wino od Hean City Fashion nr 187, bo moim zdaniem on wygląda jak gorąca, gęsta gorzka czekolada. Imbir od Hean City Fashion nr 182 bo pasował mi kolorystycznie do tego żelu, Miętowy INGLOT nr 390, który pokazywałam tutaj, ale teraz jakoś o wiele lepiej mi się z nim współpracowało i bardzo go polubiłam :D nałożyłam na niego naklejki wodne w kształcie listków mięty (może mięta wygląda troszkę inaczej, ale nie ma się co czepiać). Do tego dodałam srebrny BeautyUK, na którym możecie zobaczyć kawałki sreberka od takich właśnie miętowych czekoladek (w rzeczywistości to folia aluminiowa).
wtorek, 18 lutego 2014
Spokojnie i bez udziwnień
Dzisiaj postanowiłam dać Wam troszkę odetchnąć po ostatnich szaleństwach zdobieniowych ;) Będzie prosto, spokojnie i bez szału. Chociaż kolor kocham i jest przepiękny. Numerem jeden dzisiaj jest mySecret nr 148 MINT, który na wymiance w Krakowie zabrałam Agni :D Jak dla mnie to średnio jest mięta - raczej przepiękny błękit, aczkolwiek jak zdjęciach wychodzi lekko miętowy z czym musiałam troszkę powalczyć. w buteleczce widać niebiesko-złoty shimmer, ale na paznokciach całkowicie znika i zostawia kremowy kolor. Pędzelek ma cienki i krótki, ale malowało się nim nie najgorzej - jedyny minus to, to że musiałam kilka razy zamaczać pędzelek żeby wydobyć ilość lakieru, która pokryje mój paznokieć - szczególnie kciuka. Nie zalewa skórek, schnie przyjemnie - jestem z niego zadowolona ;)
Żeby nie było całkiem nudno dodałam dwa białe paznokcie pokryte Hean City Fashion nr 0t oraz pociągnięte jedną warstwą Hean limited edition lakier brokat nr 212. Brokacik jest również przepiękny. Nie widać wszystkiego na zdjęciach (ze względu na biały podkład), ale ma on w sobie- holograficzne małe i maleńkie kropeczki, holograficzne paseczki oraz matowe srebrne kwadraciki. Wszystko rozprowadza się bardzo fajnie i nie sprawia problemu. Do zmywania polecam jednak metodę foliową, bo brokaty się tak wżerają w lakier bazowy, że potem szlag mnie trafia przy zmywaniu (ale może ja jestem zbyt nerwowa w tym przypadku ;p). Całość prezentowała się następująco:
sobota, 3 sierpnia 2013
Orzeźwiająca mięta, czyli Inglot 390
Dzisiaj przychodzę do Was z moim pierwszy lakierem firmy Inglot :) Dostałam go na urodzinki od mojego brata. Po pokazaniu lakierowych prezentów na FB Agni od razu napisała, że chce zobaczyć te Ingloty. Dzisiaj po części spełniam jej życzenie :) bo po części też zaspokoiłam moją ciekawość tego lakieru.
Nigdy jakoś nie skusiłam się na żaden lakier tej firmy, w sumie nie wiem czemu. Możliwe, że przez cenę, która jak na razie jest dla mnie za wysoka. Poza tym wolę jednak lakiery w mniejszych buteleczkach, bo nie lubię jak leżą zupełnie nie używane i ciągle pełne.
No ale przechodząc do samego lakieru to kolor jest iście miętowy, wpadający w zieleń. Konsystencja jest przyjemna, a lakier schnie bardzo szybko. Mam największe zastrzeżenia do pędzelka, który jest najcieńszym pędzelkiem jaki do tej pory mi się trafił. Jest to wielki minus, bo przez szybkie schnięcie i cienki pędzelek malować trzeba bardzo szybko żeby uniknąć nierówności lakieru. Gdyby nie to lakier byłby idealny! No ale może kiedyś te pędzelki zmienią kształt? Albo ja po kilku malowaniach ogarnę jak to robić żeby było pięknie. Przepraszam jeszcze za tą kropkę na środkowym, ale złapałam kluczę wieczorem po malowaniu i się zrobiła malutka kropeczka. Uznałam jednak, że nie wpływa to na kolor ani walory wizualne, więc Wam pokazuję ;) Zapraszam
wtorek, 21 maja 2013
Delia - CORAL prosilk nr 156
Przyszedł czas na lakier firmy Delia, złapany w ostatniej chwili podczas niedawnych zakupów w SuperPharm :) Są tam one w stałej ofercie, a dodatkowo trafiają się na nie mega promocje. Przy pierwszych buteleczkach nie przekonałam się do nich zupełnie, bo wybrałam musztardowy odcień o nr 122 i niestety przebarwił mi płytkę tak strasznie, że nie mogłam w żaden sposób jej wybielić. Skuszona jednak naprawdę imponującą gamą kolorystyczną kupiłam po nim jeszcze kilka kolorów. O jednym już miałam Wam pisać, ale komputer mi się zepsuł, a na nim mam wszystkie zdjęcia. Zdradzę jednak, że powaliła mnie jego trwałość :) Ale o tym kiedy indziej.
Dzisiaj mam Wam do pokazania inny nabytek. Jest to rozbielona pastelowa mięta - czyli taka, której długo poszukiwałam, bo miałam w moich zbiorach tylko mięte z miss sporty o wykończeniu z delikatnym szhimmerem co mi szczerze mówiąc do mięty jakoś nie specjalnie pasowało.
Co do bohatera tej notki to z początku mnie zawiódł bo pędzelek to jakiś żart o.O krzywy, a w zasadzie jakiś taki wygryziony i do tego miał jakieś kilka włosków, które odpadły od razu, a inne były skręcone przedziwnie. Myslę, że to po prostu wada produkcyjna, więc nie będę generalizować i pewnie inne egzemplarze są lepsze w tym względzie :) Na szczęście jakoś opanowałam ten pędzelek (szkoda, że dopiero przy trzeciej warstwie).
Co do samego lakieru to jest dość rzadki i przy pierwszej warstwie lekko smuży, ale potem się to wszystko ładnie wyrównuję więc nie mam większych zastrzeżeń. Do pełnego krycia potrzeba 3 warstw. Czas schnięcia jak dla mnie zadowalający - miałam jakąś godzinkę na cały mani i zdążyłam bez problemów :) Wykończenie jest kremowe, a lakier pięknie się błyszczy, nawet bez topu :) ja go jednak jak zwykle użyłam.
Starczy gadania, czas na zdjęcia:
sobota, 18 maja 2013
Kolorowe kropeczki na poprawę nastroju :D
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać moje bardzo pozytywne paznokcie, które zmalowałam w związku z konkursem WIBO NailObsession. Dostałam w nim wyróżnienie, ale wcale nie za to zdobienie :) Doceniona została moja interpretacja Flirtu od Amethyst, którą możecie podziwiać tutaj. A jeżeli jeszcze nie widziałyście, a jesteście ciekawe jakie zdobienia wygrały w powyższym konkursie to zapraszam tu.
Przechodząc do paznokci to kropki chodziło za mną już bardzo długo. Nie chciałam jednak zmalować zwyczajnego kropkowego mani w dwóch kolorach bo w końcu miałam to być obsesja ;p A ja mam ostatnio obsesje w temacie kolorów. Bardzo często je zmieniam na paznokciach i mam wielką frajdę w ich łączeniu.
W związku z tym, że miło to być na konkurs WIBO więc musiałam użyć jakiś lakierów WIBO lub Lovely tak też zrobiłam, ale dobrałam do nich również inne marki. Trochę czasu mi zajęło zanim wybrałam odpowiednie kolory. Padło na:
- WIBO Express growth nr 304 (pomarańczowy)
- WIBO Express growth nr 126 (żółty)
- WIBO Extreme nails nr 177 (fioletowy)
- miss sporty Quickdry nr 330 (mięta)
- Rimmel LycraPRO nr 298 Pink Amazon
Każdy paznokieć został pomalowany dwoma warstwami każdego z lakierów i ozdobiony kropeczkami wykonanymi sondą z mojego zestawu pędzelków (swoją drogą ciągle szukam jakiejś drugiej sondy żeby mieć różnej wielkości kropeczki, ale coś nie mogę trafić). Przejdźmy jednak do najważniejszego czyli zdjęć:
Subskrybuj:
Posty (Atom)


